Znak od zmarłych

2006-11-29 10:21
halley

Kiedy ktoś bliski "odchodzi w stronę światła", możemy otrzymać znak.

Witam
Jestem stałą czytelniczką Waszych stron. Jak wiele innych osób chciałam opisać pewną historię,która dotyczy znaków od ludzi odchodzących na drugą stronę.Jestem pielęgniarką,a historia,którą chcę opisać przydarzyła mi się wiele lat temu.Pod koniec lat 70-tych pracowałam w szpitalu p/gruzliczym.Ze względu na charakter choroby,pacjenci pozostawali pod opieką szpitala dość długo,nawet do pół roku.Tak długi okres leczenia pozwalał poznać chorych,ich problemy,radości i smutki.Przywiązywaliśmy się do tych ludzi.Szczególnie jeden z pacjentów utkwił mi w pamięci.Był to starszy bardzo sympatyczny pan,zawsze pełen optymizmu mimo nie najlepszych rokowań co do leczenia.Miał bardzo zaawansowaną grużlicę i niewiele można było mu pomóc.Rozmawiałam z nim często na różne tematy.Przed jego odejściem miałam popołudniową zmianę od 14-tej do 22-giej. Nic nie wskazywało na to by jego stan nagle się pogorszył ale on chyba czół,że odejdzie.Wieczorem zwrócił się do mnie z prośbą bym została przy nim na prywatny dyżur nocny.Ponieważ następny dyżur wypadał mi zaraz rano odmówiłam mu pocieszając go,że przecież nic się nie dzieje złego,a o 6-tej znów będę przy nim.Wróciłam do domu z mieszanymi uczuciami i położyłam się spać.Tuż przed 24-tą poczułam,że ktoś mocno potrząsa moim ramieniem.Obudziłam się będąc przekonana,że to koleżanka z sąsiedniego pokoju.Podeszłam do drzwi ale były zamknięte na klucz.Poczułam się bardzo nieswojo.Zapókałam do koleżanki i poprosiłam o nocleg,zwyczajnie ze strachu.Opowiedziałam jej o tym pacjencie,o jego prośbie,byłyśmy przekonane,że coś mu się stało.Rano pobiegłam do pracy z wyrzutami sumienia,że nie zostałam przy nim. Moje przeczucia okazały się prawdą.Tuz przed 24-tą ten pan odszedł dając mi znak, że odchodzi.


Mam na imię Anna i mam 39 lat. Jestem po ciężkim wypadku, którego skutki zmieniły całe moje życie i ten list piszę siedząc na wózku. Chcę powiedzieć, że Fundacja NAUTILUS daje mi bardzo dużo nadziei i bardzo Wam za to dziękuję. Chcę Wam opowiedzieć o historii, która związana jest właśnie z moim wypadkiem. W jego trakcie zostałam uderzona przez samochód, który prawie wbił się w bok mojego auta. W ogóle nie pamiętam tego wypadku, tylko ogólnie coś pamiętam, jak wsiadałam do samochodu. Obudziałam się w szpitalu i lekarze cały czas walczyli o moje życie. Lekarze nie chcieli mi powiedzieć, że w wypadku zginął mój mąż, ale miałam bardzo złe przeczucia. Po kilku dniach nagle miałam niezwykły sen. W jego trakcie byłam na jakieś przepięknej łące, pełnej cudownych kwiatów. I tam zobaczyłam mojego męża, który podszedł do mnie i mnie przytulił.
Był uśmiechnięty i bardzo szczęśliwy. Powiedział do mnie, żebym się w ogóle nie martwiła i że co prawda jego ciało fizyczne zginęło podczas tego wypadku, ale on żyje i ma się bardzo dobrze. Ten sen był niezwykły, bo słowa wypowiadane przez mojego męża bardzo wyraźnie słyszałam i zapamiętałam. Powiedział, że bardzo mnie kocha i będzie się bardzo męczył, kiedy będę za nim płakać, kiedy jest to zbyteczne. Następnie powiedział coś takiego, że musi wracać i że będzie tu na mnie czekał, ale teraz już jest na niego czas. Powiedział też coś bardzo osobistego, co się potem sprawdziło co do joty. Mąż prosił także, aby zająć się jego matką, bo powiedział, że będzie potrzebowała pomocy. Sen się skończył, a ja bardzo płakałam, bo wiedziałam, że on nie żyje. Przyszli lekarze i chcieli mi dać jakiś zastrzyk, ale nagle jeden z nich zapytał, czy coś mi powiedział ktoś z rodziny, kto był u mnie na widzeniu i kto wyszedł przed chwilą z pokoju. Ja powiedziałam, że miałam sen i że nikogo nie było. Wtedy opisał mi tego mężczyznę - to był opis mojego męża, zgadzały się nawet szczegóły jego ubioru! I wtedy zrozumiałam, że nie ma sensu płakać, bo on tu był. I od tej pory wiem, że po drugiej stronie nie ma żadnej śmierci, a czeka tam na mnie mój ukochany mąż. Piszę o tym do Was, bo wiem, że zbieracie takie historie. Ludzie powinni wiedzieć, że takie rzeczy się zdarzają i więcej nie bać się śmierci.
Pozdrawiam Was wszystkich kochani
Anna

Tekst: Fundacja NAUTILUS
Źródło:
Fundacja NAUTILUS

2006-11-29 10:37
Villemo

Gdy umierał mój dziadek, babcia była przy nim, opiekowała się nim. Była godzina 7 rano, babcia wyszła do kuchni. Wróciła może po 20 minutach i okazało się, że dziadek zmarł w tym czasie. Z kolei ciocia (córka dziadka i babci) była w tym czasie w szpitalu. Rano obudziła się niespokojna przeczuwając coś...później, gdy rozmawiały z babcią okazało się, że ciocia własnie koło godziny 7 rano patrząc w okno ujrzała spływającą krople po szybie (nie padał deszcz)..wiedziała, że jej tata dał jej znak, że odszedł smile.gif

2006-11-29 10:56
halley

Podobno umierający często czekają aż zostaną na chwilkę sami aby umrzeć.

2006-11-29 11:15
Villemo

CYTAT(halley)
Podobno umierający często czekają aż zostaną na chwilkę sami aby umrzeć.


a to tego nie wiedziałam smile.gif

ale to chyba nie jest regułą? myslę, że są sytuacje, gdy osoba umiera w otoczeniu bliskich (bliskiej) osoby smile.gif
może każdy sobie o tym decyduje? oczko.gif

2006-11-29 11:29
halley

hehe a no i w drugą stronę też to działa, czasem umierający czeka. Mój ojciec mi takie coś opowiadał, że jego wujek zanim umarł, to czekał na swojego syna. Dopiero gdy syn wszedł do pokoju, ów ojciec spojrzał na niego uśmiechnął się i umarł. No szok.

2006-11-29 11:49
Animka

CYTAT(halley)
Podobno umierający często czekają aż zostaną na chwilkę sami aby umrzeć.

CYTAT(halley)
w drugą stronę też to działa, czasem umierający czeka


Tak sobie gdybam, ze jest to uzaleznione od tego czy łatwiej jest umrzeć przy kimś bliskim, czy oglądanie widoku rozpaczajacej rodziny nie utrudnia odejścia.
Natomist w drugim przypadku tak jakby chciało się jeszcze załątwić jedną sprawę...spojrzenie, słowo...etc.


Mój dziadek "czekal" az wszyscy wyjdą z pokoju... zmarł przy mnie gdy stałam za jego głową. Mialam wtedy 3 lata i do tej pory to pamietam- jak film.

2006-11-29 13:00
orzeszek

Raz cos mnie natknelo, zeby zajsc do jednego przyjaciela. Bylo ciemno w jego domu, wiec nie dzwonilem do drzwi. Nastepnego dnia (czy dwa dni pozniej) to samo. Ktorejs nocy on mi sie przysnil. Goraczkowal. Dopiero po jego smierci dowiedzialem sie, ze lezal w tym czasie w szpitalu w spiaczce i mial wysoka goraczke.
Jakis czas potem moj kot (ktoremu od dluzszego czasu nie chcialo sie wychodzic na podworko) miauczal, zeby go wypuscic. Wybiegl, przystanal przy drzwiach, parsnal raz czy dwa na krzaki przed domem i wbiegl z powrotem. W tym momencie pomyslalem o tym przyjacielu i "wyslalem" go tam, gdzie mi nastepna mysl podpowiedziala...

2006-11-29 13:09
isa

kiedyś będąc w odmiennym stanie świadomości podczas snu poczułam czyjąś obecność w pokoju.na brzegu łóżka siedział starszy mężczyzna.wiedziałam,że umarł.chciał abym go odprowadziła w strone światła.porozumiewaliśmy się na poziomie myśli.odmówiłam mu,bo się bałam.zapewniłam go,że z pewnoscią sobie poradzi i wysłałam w jego kierunku tyle miłości ile mogłam w tamtej chwili z siebie wykrzesać.odszedł.

kiedyś myślałam o tym,żeby na warsztatach Bruce''a Moen''a nauczyć się ''sztuki odzyskiwania''(pewnie coś o tym słyszeliście),wykorzystać fakt,że opuszczanie ciała przychodzi mi bez problemu.jednak po tym zdarzeniu,dochodzę do wniosku,że chyba ze mnie jest zbyt duży tchórz :-(

2006-11-29 14:38
Tri3glav

Tchórz nie potrfi się przyznać do swoich słabości!!! :-)

2006-11-29 14:47
Magnolia

Isa :-) to nie jest tchorzostwo, niemoc czy slabosc slonko.gif

2006-11-29 15:37
isa

:-)

2006-12-01 12:08
Marine

Dopiero teraz przeczytałam ten artykuł i.......popłakałam się sad.gif(((

2006-12-01 16:15
Skalar

Artykuł ciekawy. temat jest o znakach od zmarłych więc opisze sen pewnej kobiety któej zmarła matka - niestety nie moeg wrzucić cytatu bo trudno mi znaleźć jej wpis.

Dziewczyna bardzo opłakiwała matke i nie potrfiła się pogodzić z tym żę odszedł. Sen wyglądał tak że, szła sobie dróżką/ po podwórku (nie pamiętam) i zauważyła wycieńczoną matkę z dwoma dużymi wiadrami wody. Osobe śniąca zaskoczyłten widok i rzucił pytaniem
"Mamo, dlaczego dźwigasz tę wodę"
"Widzisz kochanie/córeczko to są Twoje łzy którymi mnie opłakujesz, Teraz musze je dźwigać"

Opisałem najważnioejszą część snu ponieważ reszty nie pamiętam a to mi najbardziej utkwiło w pamięci.
wniosek taki że osoba opłakiwana ma problemy w odejściu w zaświaty

-------
A to już związane z moją rodzinką
Gdy moja ciocia* zmarła moja matka usłyszała jakby ktośm bił pięścią w drzwi do "komody" z zewnątrz gdzie zwykle prababcia spała(z tego co pamiętam tam)? A raczej spędziła reszte swojego życia bo nie pamiętam jej kiedykolwiek chodzącej zawsze tylko leżała, nie mogła chodzić. Gdy moja Mama otworzyła drzwi jak łatwo sie domyśleć nikogo tam nie było...
Teraz jak pojade do tego domu chce tam zajrzeć na chwilke (do tej komody)
Myśle że będzie to w wakacje jak coś dziwnego poczuje to opisze to z pewnością

Losowe posty: